ŁABĘDZIA WODA
Adolf Dygasibski
ŁABĘDZIA WODA
WARSZAWA
1901r.
Lato. Na niebie wysokiem — czysto, ani jednej chmurki. Dokąd okiem sięgnąć w górę — modro, a w tem morzu modrości pływa oko słońca, jasne, wspaniałe, rzecz największa na świecie, godna czci żyjących.
Królu — słońce, który wlewasz życie w ziemię, czynisz zmartwychwstanie, pokrywasz znojem czoło człowieka i palisz ogniem zniszczenia rzeczy stworzone!
Żar kapie z niego na padoły. Między niebem a ziemią przestworze drga i miga jakby płomykami tego żaru — rzekłbyś: roje muszek stworzonych ze światła. Ptak zawisł u podniebia, istna gwiazdka czarna: zapewne jastrząb uciekł przed spiekotą ziemską i tam używa chłodu. Rzesza jaskółek buja także bardzo górno. Kto ma skrzydła śmiałe, dobija się do nieba. Skowronki ścichły, dyszą w cieniu traw albo drzemią rozmarzone skwarem.
Pod namiotem z błękitów i jasności ścielą się łąki zielone, z wierzbami tu i owdzie, z kępkami krzewów olszyny, wikliny. A wśród łąk rzeczka pomyka dniem i nocą — wstążka modra, błyszcząca od światła, lamowana po brzegach kwieciem, zielem, wierzbami. Rozpływa się ku wschodowi w staw ogromny, który oblewa wyspę wysoko wzniesioną nad poziom, wyglądającą jak gaj święty ku czci bóstw wodnych. Na stawie widać zwierciadła gładkie, pełne blasku z odbicia nieba. Część znaczną powierzchni pokryły talary ciemno-zielone liści grzybienia i wystające ponad nimi różyczki kwiatów białych albo żółtych.
Kożuchy, gęste rzęsy pływają przy brzegach, stanowią jak gdyby pieczęć na tajemnicach dna stawu. Sity, trzciny, tataraki zagarnęły pod swe panowanie resztę przestrzeni wodnej, rosną tutaj dziewiczo, tworzą zarośla trudne do przebycia, przybytki zaciszne miłości małżeńskiej i rodzicielskiej ptactwa wodnego. O, jak dobrze jest ukryć szczęście i troski przed oczyma świata, który chce ich dotykać i wytykać palcem!
Przy upustach stawu stoi młyn, którego terkot hałaśliwy zlewa się z szumem wody spadającej, i powstaje zgiełk, zakłócający dniem i nocą ciszę okolicy. Jest to osada młynarska, posiadłość Nikodema Święcika, a znana światu pod nazwą 'Młyna na Wodzie Łabędziej'. Wał wzgórzy już to skąpo porosłych trawą, już umajonych jałowcem, głogiem, tarniną, zamyka dolinę od południa. Są to pastwiska wsi Barwieńczyc, która wydała owczarza, słynnego w kraju z uzdrawiania ludzi.
Granicę północną stanowi również wał wzgórzysty, z lasem na grzebieniu, z niwami zbożowemi, na stoku, a wszystko to razem należy do wsi kościelnej Suliszyna.
Chociaż na Wodzie Łabędziej wcale niema łabędzi, ale za to tyle jest wody, że ląd stały w owej dolinie zdaje się być na łasce niestałego żywiołu. Ktoby się uwziął poszukiwać związku między nazwą
